IPB

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

55 Stron V  « < 38 39 40 41 42 > »   
Reply to this topicStart new topic
> Co o gotowaniu i jedzeniu wiedzieć warto, czyli niezbędnik kuchenny
seniorka
post 16 Aug 2011, 11:38
Post #781


kucharz-zawodowiec
***********

Grupa: Złoty użytkownik
Postów: 8.443
Dołączył: 13-August 08
Skąd: Warszawa
Użytkownik nr: 10.341



Szfran
[b]


Niemal pozbawiony aromatu, przenikliwie gorzki w smaku był, jest i pewnie pozostanie najdroższą przyprawą świata. Oto jeden z kaprysów wykwintnej kuchni.[/b]

Od czasów króla Salomona swoja reputację zawdzięczał wyjątkowej zdolności użyczania potrawom przepięknej, świetlistej barwy. Jego nazwa wywodzi się z perskiego „safra” i arabskiego „zafran”{, co znaczy żółty. Zawsze był luksusem, na który mogli sobie pozwolić ludzie bogaci. Z 75 gatunków krokusów tylko jeden – crocus sativus – ma na końcu kwiatowych słupków niewielkie znamię, które po wysuszeniu staje się cenną przyprawą. Ponieważ w stanie dzikim rośnie w górskich rejonach Azji Mniejszej i Kaszmiru, już w X wieku p.n.e. próbowano uprawiać go w babilońskich ogrodach. Zdobyte podczas specjalnych ekspedycji okazy sadzono na zboczach i z niepokojem oczekiwano na pierwsze kwiaty, które pojawiały się dopiero po trzech latach pielęgnacji. Technika uprawy tej rzadkiej bulwy niewiele zmieniła się od tamtych czasów. Ciągle trzeba czekać kilka lat na pierwsze zbiory, starannie drenować pola, a pąki chronić przed żarem słońca. Krokusy kwitną jesienią w okresie zaledwie dwóch tygodni. Między fioletowymi płatkami pojawia się jeden słupek z trzema zwisającymi jaskrawopomrańczowymi znamionami. Z jednego hektara plantacji właściciel może uzyskać nie więcej niż 15 – 20 kg szafranu, co oznacza, że w bardzo krótkim czasie ekipa zbieraczy musi zerwać 3 – 4 miliony pręcików. To wyjaśnia, dlaczego szafran jest najdroższą przyprawą świata.

Ponieważ od starożytności aż po wiek osiemnasty sława szafranu ciągle rosła i rosła, a produkcja utrzymywała się na niskim poziomie, kto tylko mógł i potrafił cudownie pomnażał tę drogocenną przyprawę. Pierwsi fałszerze pojawili się w czasach kupców fenickich, a potem ich tylko przybywało. Na nic zdały się surowe kary ze spaleniem na stosie włącznie. Do dzisiaj szafran jest najczęściej fałszowaną przyprawą na świecie i kto kupuje na arabskim targu za małe pieniądze dużą paczuszkę żółtego proszku, przywozi do domu łudząco podobną kurkumę.

Czym można wytłumaczyć niezwykłą karierę szafranu? To w znacznym stopniu kwestia snobizmu, ponieważ zawsze, wszystko co rzadkie, było szczególnie pożądane. Ale ludzka próżność nie wyjaśnia wszystkiego. Szafranowe potrawy pojawiały się na bogatych stołach, ponieważ łatwo kojarzyły się z tak cenionym złotem i przez to zyskiwały status dań luksusowych. Do tego dochodziła kusząca reputacja wyjątkowo skutecznego afrodyzjaku i już zasłużona renoma pięknego barwnika skór i tkanin. W renesansie pozycję szafranu umocnił jeszcze pogląd ówczesnych medyków, jakoby przedłużał on młodość. Od tej pory aż do końca XVIII wieku, każdy dworski i książęcy kucharz musiał mieć pod ręką puszkę z szafranem, ponieważ wymagał tego prestiż stołu i dobro biesiadników. Przyprawę dosypywano do zup i sosów, baraniny i ryb, często do kurczaków, a już obowiązkowo do ciast i chleba.

Dopiero rozsądny wiek XIX uznał, że nie warto tracić pieniędzy na szczyptę czegoś, co wprawdzie magicznie zmienia mdły kolor rybnych zup i ryżu, ale przecież nie poprawia ich smaku. I tak nagle szafran stał się symbolem wulgarności bogaczy, a wielki smakosz Aleksande Dumas orzekł, że jego zapach przywołuje myśl o śmierci. Ta krzywdząca opinia nie utrzymała się jednak długo, i dzisiaj każdy cukiernik i dobry kucharz powie, że umiejętnie stosowany jest jednak przyprawą wartą swojej ceny. Używają go producenci wyszukanych gatunków makaronów i herbatników, czasem mleczarze, gdy chcą nadać serom lub masłu kuszącą złocistość. Także wytwórcy likierów, z najsłynniejszym Chrtreuse na czele. Ciągle więc na zboczach gór Hiszpanii, Maroka, południowej Francji uprawia się krokusy.

Do czego dodajemy?</H1Jest przyprawą świąt Bożego narodzenia i Wielkanocy, kiedy piecze się drożdżowe baby, serniki i biszkopty. Szczypta szafranu wystarcza, by ciasto nabrało niezwykle apetycznej, świetlistożółtej barwy. Wiedziały o tym nasze babki, które zamiast zalecanej kopy jaj dolewały do ciasta drożdżowego kieliszek rozpuszczonego w spirytusie szafranu.

  • W dobrej kuchni barwi na piękny kolor buliony i rosoły. Wprawdzie przypieczona z łupiną cebula daje zbliżony efekt, ale nigdy tak doskonały.
  • Choć czasy, kiedy sypano go bez umiaru minęły, bez szafranu nie obędzie się słynna marsylska zupa rybna (bouilllabaisse), hiszpańska paella, włoskie risotto milanese i orientalny shis-kebab. Szczypta wystarczy, by ozdobić i uczynić elegantszym ryż, bezbarwny sos beszamelowy, krem maślano – żółtkowy i budyń waniliowy Szafran dodaje się często do cytrynowych lub maślanych sosów towarzyszących rybom i małżom. W Polsce, gdzie ukuto powiedzenie „bez szafranu, bez korzenia trudno znależć jedzenia”, także flaków.
  • Wprawdzie szafran jest drogi, ale na szczęście do większości potraw trzeba go bardzo niewiele. I nie wynika to tylko z potrzeby oszczędzania: za dużo gorzkawego szafranu może zepsuć smak potrawy i nadać jej zapach jodoformu.
Fałszywy, prawdziwy

Znamiona szafranu łatwo odróżnić od imitacji: jeśli wrzuci się je do mleka lub spirytusu, roztwór nabiera pomarańczowej, bardzo intensywnej i trwałej barwy. W sklepie zawsze wybieraj szafran w nitkach (przypominają cieniutkie druciki i maja 2,5 cm długości, nigdy zmielony proszek, bo właśnie w proszku najłatwiej ukryć falsyfikaty.

Jak używać?


Można ucierać szafran w porcelanowym możdzierzu i bezpośrednio sypać do zup, sosów i gorących kremów. Nigdy jednak nie dodaje się ani całych pręcików, ani roztartych na proszek bezpośrednio do ciast. Zawsze trzeba wcześniej namoczyć szczyptę przyprawy w ciepłym mleku lub alkoholu ni dokładnie wymieszać.

Praktycznym sposobem na przechowywanie szafranu jest przygotowanie mikstury z 2 g szafranu i 100 ml 70% wódki. Miksturę trzyma się w zakorkowanej ciemnej butelce i chroni przed światłem.

Żródło:”Smaki i aromaty”
Go to the top of the page
 
+Quote Post
seniorka
post 17 Aug 2011, 09:15
Post #782


kucharz-zawodowiec
***********

Grupa: Złoty użytkownik
Postów: 8.443
Dołączył: 13-August 08
Skąd: Warszawa
Użytkownik nr: 10.341



Napoje



Kawa i herbata

Kawa będzie bardziej aromatyczna, gdy dodamy do niej szczyptę soli.

Przed zaparzeniem kawy lub herbaty warto przepłukać dzbanek wrzącą wodą.

Jeśli zapomniałyśmy kupić nowe filtry do ekspresu do kawy, zamiast nich można użyć papierowego ręcznika z rolki.

Kompot i wino

Kompot nabierze wspaniałego smaku i aromatu, gdy dodamy do niego skórkę pomarańczową oraz mniej więcej pół szklanki wina.

Resztki wina można wlać do pojemniczków na lód i zamrozić, by potem dodawać je do różnych sosów lub słodkich potraw.

Lód

Żeby kostki lodu były idealnie przezroczyste, należy użyć przegotowanej wody.

Jeśli mamy za mało pojemniczków na kostki lodu, można uzyć plastikowej wkładki z bombonierki.

Pojemnik na lód nie będzie przymarzał do półki lub dna szuflady zamrażarki, jeżeli pod spód nasypie się trochę soli lub kapnie kilka kropel wosku bądź stearyny.

Żródło: Porady pani domu

Go to the top of the page
 
+Quote Post
seniorka
post 18 Aug 2011, 08:13
Post #783


kucharz-zawodowiec
***********

Grupa: Złoty użytkownik
Postów: 8.443
Dołączył: 13-August 08
Skąd: Warszawa
Użytkownik nr: 10.341



Malinowe historie



„…Która więcej malin zbierze, tę za żonę pan wybierze…”



Czy pamiętają państwo, któż to taki zbierał maliny, z czego potem poszła królewska kariera? Ano przecież Balladyna rywalizująca z siostrą Aliną o względy rycerza i mordująca prawdziwą zwyciężczynię. Juliusz Słowacki oparł się tutaj na starej opowieści ludowej, w której właśnie maliny pełnią tak fatalna rolę.

W ogóle związki malin z krwią, nieszczęściem i złem są liczne i dość zawikłane. Samo słowo jest prastare i wywodzi się nie od czerwieni, ale od siności, jest krewnym greckiego „melas” – czarny, i indyjskiego „mala”, co z kolei znaczy – grzech. W staropolszczyźnie „na malinach być” oznaczało „stracić wszystko”, a my współcześnie mówimy: „wpuścić w maliny”, czyli oszukać.

Czymże malina zasłużyła sobie na tak fatalną reputację? Być może w bardzo odległej przeszłości była rośliną magiczną, służącą do jakichś złych czarów? O których wszyscy już zapomnieli, a jedynie w języku przetrwały jakieś ślady? Dzisiaj stanowi tradycyjne lekarstwo na przeziębienie w formie syropu czy konfitur. Zresztą i liście suszone mają medyczne właściwości. A co służy zdrowiu, mogło w przeszłości służyć i gorszym sprawom. Tak czy owak, rzecz jest tajemnicza.

Ale maliny kojarzą się także i z urodą i z miłością. „Dziewczę z buzią jak malina/ Twoje oczy gwiazdy dnia: - to oczywiście Heinrich Heine, wielki poeta niemiecki. Inna sprawa, że malina ma setki odmian i kolorów: bywa czerwona, także żółta, biała, a nawet czarna. Rośnie chyba pod wszystkimi szerokościami geograficznymi, bo i hen daleko na północy. Z gatunków zwanych moroszka i tekszla w Szwecji wyrabia się np. konfitury, które mają osobliwy, drażniący smak.

U nas, pod polskim niebem, malin mamy pod dostatkiem, sezon malinowy trwa krótko. Zbierane i przerabiane od średniowiecza, w polskiej tradycji maliny kojarzone są często z miodem. Wśród wielu miodów pitnych, ulubionego trunku naszych pradziadków, wielką sławą cieszył się maliniak, miód sycony z dodatkiem malin albo soku malinowego. Dawniej też wystawiało się po prostu gąsiorek z malinami na słońce, co sprawiało, że wprawdzie traciły część witamin i leciutko fermentowały, ale za to zyskiwały nieporównany smak i aromat.

W polskich spiżarniach nie brakowało też galaretek, konfitur i powideł malinowych. Używane póżniej do różnych wypieków, wszelakich ciast i tortów bywały prawdziwą ich ozdobą Poranna grzanka z konfiturą malinową to raj w ustach! (…) A tak w ogóle, po co malinom jakiekolwiek dodatki? I same są znakomite.

Żródło: miesięcznik Pani, pan Piotr Kuncewicz















Go to the top of the page
 
+Quote Post
seniorka
post 19 Aug 2011, 10:34
Post #784


kucharz-zawodowiec
***********

Grupa: Złoty użytkownik
Postów: 8.443
Dołączył: 13-August 08
Skąd: Warszawa
Użytkownik nr: 10.341



Kuchnia francuska


Każdy miłośnik dobrej kuchni potrafi wymienić sześć francuskich gastronomicznych ośrodków, różniących się od siebie tradycją kulinarną – Paryż, Lyon, Tours, Dijon, Bordeaux i Rouen. Podczas wizyty we Francji lub też w domu, już po odbytej podroży, łatwiej dokonać wyboru odpowiedniego dania. Godna polecenia jest nie tylko kuchnia w hotelach i restauracjach, ale również w małych knajpkach lub bistrach, a przede wszystkim domowa kuchnia francuska.

Śniadanie we Francji jest według naszych pojęć skromne. Składa się z lekkiej kawy z dużą iloością mleka, ulubionych rogalików lub pszennego chleba z masłem. Natomiast w południe i wieczorem jada się obficie. Są to z reguły proste szybkie dania, lecz każdy posiłek jest starannie przez panią domu skomponowany. Umiejętności zestawiania i uzupełniania produktów nie uczy się ona z książek, lecz „czuje to w koniuszkach palców”

Na początek podaje się delikatne, pikantne przystawki, które pobudzają zarówno apetyt, radują oczy, jak i zadowalają podniebienie. Drugie danie to starannie przygotowana potrawa mięsna lub rybna, do której podaje się delikatnie przyrządzone ziemniaki – wysoko ceni się tu urozmaicenia – czasami ryż lub kluski. Trzecim daniem jest sałatka. Nigdy nie pojawia się na stole z głównym daniem, lecz dopiero po nim. Do bardziej obfitych dań mięsnych, np. do wystawnej pieczeni lub potrawy z drobiu, podaje się naturalnie dwa lub trzy rodzaje jarzyn.

Przy mniejszych, codziennych obiadach podaje się różne gatunki serów i wreszcie pod koniec owoce.

Na przyjęciu obok bardzo delikatnej, zimnej przekąski może być podana dodatkowo ciepła zakąska, następnie wykwintne danie mięsne lub potrawa z ryb, jarzyny, sałata, deser, kawa.

Wieczorem często jada się jeszcze raz gorące potrawy. Smaczna zupa jarzynowa lub kartoflanka, zapiekane danie jarzynowe, ser, kompot, każdego w pełni zadowalają i przyczyniają się do udanego wieczoru.



Żródło: Kuchnia francuska

Marianne Pieppenstock
Go to the top of the page
 
+Quote Post
Bea73
post 19 Aug 2011, 13:06
Post #785


kucharz 3 gwiazdek
************

Grupa: Złoty użytkownik
Postów: 12.223
Dołączył: 28-May 07
Skąd: Szwajcaria
Użytkownik nr: 4.174



Seniorko, czy nie masz za zle jesli cod sopisze a propos kuchni francuskiej? Nie chce by wygladalo, ze sie 'czepiam' icon_redface.gif ale ze 'dopowiadam' ;)
Go to the top of the page
 
+Quote Post
seniorka
post 19 Aug 2011, 13:08
Post #786


kucharz-zawodowiec
***********

Grupa: Złoty użytkownik
Postów: 8.443
Dołączył: 13-August 08
Skąd: Warszawa
Użytkownik nr: 10.341



Bardzo proszę, czekam z niecierpliwością.
Go to the top of the page
 
+Quote Post
Bea73
post 19 Aug 2011, 13:52
Post #787


kucharz 3 gwiazdek
************

Grupa: Złoty użytkownik
Postów: 12.223
Dołączył: 28-May 07
Skąd: Szwajcaria
Użytkownik nr: 4.174



Przede wszystkim chodzi mi o slowo 'kompot' - po francusku 'compote', co nie ma nic wspolnego z polskim kompotem, jest to bowiem cos jak mus owocowy (np. tak jak widac na tych zdjeciach), kompotow za to na francuskich stolach sie raczej nie uswiadczy ;)

Do sniadania oprocz chleba z maslem jest najczesciej jeszcze konfitura, a kawa (nie zawsze z mlekiem) podawana jest nie w filizankach, a w takich 'miseczkach' ('bol'), oczywiscie w domu, nie w restauracji (a najwiekszcym 'szokiem' byl dla mnie fakt, ze np. taka posmarowana maslem i konfitura bagietka jest nastepnie maczanaw kawie!!! icon_lol.gif

Posilek wieczorny jest bardzo podobny do tego poludniowego wlasnie, z ta tylko roznica ze ma sie wiecej czasu na jego celebrowanie; zielona salata pojawia sie praktycznie zawsze, jako sery. Deser czesto zastepuje wlasnie jakis owoc (lub 'compote'), czy tez jogurt.

Pozdrawiam Seniorko!

Go to the top of the page
 
+Quote Post
seniorka
post 19 Aug 2011, 14:00
Post #788


kucharz-zawodowiec
***********

Grupa: Złoty użytkownik
Postów: 8.443
Dołączył: 13-August 08
Skąd: Warszawa
Użytkownik nr: 10.341



Serdecznie dziękuję za te uwagi. Przydadzą się wszystkim.
Go to the top of the page
 
+Quote Post
Bea73
post 19 Aug 2011, 14:24
Post #789


kucharz 3 gwiazdek
************

Grupa: Złoty użytkownik
Postów: 12.223
Dołączył: 28-May 07
Skąd: Szwajcaria
Użytkownik nr: 4.174



Mam nadzieje, ze nie masz mi za zle tego 'wtracania sie' icon_redface.gif
Go to the top of the page
 
+Quote Post
seniorka
post 19 Aug 2011, 14:50
Post #790


kucharz-zawodowiec
***********

Grupa: Złoty użytkownik
Postów: 8.443
Dołączył: 13-August 08
Skąd: Warszawa
Użytkownik nr: 10.341



Jestem Ci tylko niewypowiedzianie wdzięczna. Materiały, z których korzystam, nie zawsze są dokładne i wychodzą lapsusy, a ja też wszystkiego przecież nie wiem. Jeszcze raz dziękuję.
Go to the top of the page
 
+Quote Post
Bea73
post 19 Aug 2011, 15:40
Post #791


kucharz 3 gwiazdek
************

Grupa: Złoty użytkownik
Postów: 12.223
Dołączył: 28-May 07
Skąd: Szwajcaria
Użytkownik nr: 4.174



No wlasnie - tlumaczenia niektorych terminow w niektorych ksiazkach lub czasopismach pozostawiaja nieco do zyczenia.
Ciesze sie wiec, ze moge sie czasem przydac ;)
Go to the top of the page
 
+Quote Post
Kasiandru
post 19 Aug 2011, 15:44
Post #792





Grupa: Brązowy użytkownik
Postów: 41
Dołączył: 16-August 11
Skąd: Białystok
Użytkownik nr: 33.823



Przepraszam, że się wtrącam, ale jeśli ktoś będzie miał problem z tłumaczeniami przepisów z rosyjskiego, to chętnie służą pomocą. To mówię ja - tłumacz przysięgły icon_smile.gif
Go to the top of the page
 
+Quote Post
seniorka
post 19 Aug 2011, 16:24
Post #793


kucharz-zawodowiec
***********

Grupa: Złoty użytkownik
Postów: 8.443
Dołączył: 13-August 08
Skąd: Warszawa
Użytkownik nr: 10.341



Kasiandru, witaj. Bardzo dziękuję za propozycję, nie omieszkam skorzystać w pilnej chwili. Ale dużo pracy bedziesz miała w Niebie w gębie - w wątku - proszę o przetłumaczenie. Tam dziewczyny wypiekają słodycze z rosyjskojęzycznych blogów i forów. Bardzo często proszą o przetłumaczenie. Cieszę się, że tu zajrzałaś. Czuj się z nami dobrze.
Go to the top of the page
 
+Quote Post
seniorka
post 20 Aug 2011, 10:10
Post #794


kucharz-zawodowiec
***********

Grupa: Złoty użytkownik
Postów: 8.443
Dołączył: 13-August 08
Skąd: Warszawa
Użytkownik nr: 10.341



Znalazłam teczkę z wycinkami kulinarnymi sprzed lat, pochodzącymi z miesięcznika Pani. Są to opowieści kulinarne pana Piotra Kuncewicza, zazwyczaj o pochodzeniu różnych produktów. Są też przepisy kulinarne, z których kiedyś korzystałam. Opracowania są na tyle ciekawe, że chciałam zaproponować umieszczanie ich w tym wątku. Dzisiaj będzie o papryce. Resztę muszę dopiero przygotować. Bardzo proszę o uwagi dotyczące mojej propozycji.

Pochodzenie papryki



Pojawiła się w Europie w XVI wieku za sprawą hiszpańskiego lekarza Chanca, który był uczestnikiem wyprawy Kolumba, a także dzięki Turkom, którzy z Azji przywieżli ją na Węgry. Tam najwcześniej odkryto jej niepospolite walory smakowe. Szybko zyskała sobie też sławę jednego z najskuteczniejszych afrodyzjaków!

Kolorowe strąki dotarły do Polski z Węgier, czy też może z Turcji, bo przecież w minionych stuleciach – szesnastym, siedemnastym – Polska przejmowała mody wschodnie, żupany, kontusze, karabele – więc pewnie i paprykę. Jednak daleko jej było wówczas do obecnej popularności.

Tak naprawdę papryka zrobiła europejską karierę dopiero w XX wieku. Oczywiście nie ta w proszku, ale gotowana, duszona, prażona albo jeszcze lepiej – jadana na surowo, o czym opowiadano jak o osobliwości. Bo choć papryka znana była w Polsce od stuleci, nawet hodowana, nie używano jej inaczej jak ususzoną i zmieloną. Nazywano ją wtedy „pieprzem tureckim” i dosypywano do raczej nielicznych potraw.

Pierwszy na papryce poznał się węgierski lud, zrazu traktując paprykowy proszek jako lekarstwo. Z czasem rybacy znad Dunaju i Cisy zaczęli dosypywać paprykę do kociołków, w których warzyli swoje zupy rybne i gulasze. Okazało się, że papryka nadaje potrawom przepiękny kolor, niezastąpiony aromat i intensywny, ostry smak. Co więcej, z Turkami przywędrowała sława papryki jako przyprawy dobrej na … miłość. (…) Jeden z węgierskich autorów pisał: „ Ostrość potraw wszystkie żony w haremach sułtana, wezyrów i bejów w nieustannej gotowości przypodobania się swemu panu trzymała. Stąd pieprzu i papryki czerwonej sypano do potraw gęsto, a pan i władca sobie nie żałował, aby hurysom podołać.”

Z czasem w krajach, które paprykę poznały i uznały, zrobiono z niej użytek wszechstronny. Trzeba jednak wyjaśnić, że jest wiele gatunków papryki, coś pięćset czy sześćset. Obok okrągłej, mięsistej i grubej – smukłe strąki małe i duże, obok zielonej – czerwona, żółta, pomarańczowa, nawet fioletowa, obok słodkiej – ostra i bardzo ostra, jak choćby maleńka i piekielnie piekąca chili, także w niezliczonych gatunkach i odmianach, przeważnie ogromnie ostrych, o strąkach okrągłych albo przypominających grot strzały – a wszystko to nosi najprzeróżniejsze nazwy: czereśniowa, jabłkowa, kajeńska, pomarańczowa, habanero, serrano, jalapeno, czuszka itp.

Nie da się policzyć potraw, które można z papryki zrobić albo nią przyprawić. Podstawową wydaje się kombinacja papryki z pomidorami i cebulą. Taka właśnie sałatka była jadana przed Kolumbem w samej Ameryce. Można ją przyprawić czosnkiem, octem, oliwą i sokiem z cytryny, a można udusić i przerobić na węgierskie leczo. Ta kompozycja przewija się w kuchniach różnych krajów i da się połączyć niemal ze wszystkim. Na Zakaukaziu, w kuchni gruzińskiej jako czanachi duszone z mięsem, także w ormiańskiej i azerskiej, na Bałkanach jako dziuwecz albo giuwecz czy jeszcze inaczej, bo są przeróżne odmiany: bułgarska, serbska, grecka, a może i inne.

Zupełnie osobny rozdział trzeba by poświęcić kuchni węgierskiej, która właściwie została zdominowana przez paprykę w przeróżnych postaciach. Do zuuuppp rybnych czy gulaszy, także paprykarzy dodaje się paprykię surową i suszoną (tej ostatniej – w skrajnych przypadkach – aż do sześciu różnych gatunków równocześnie!).

W ojczyżnie papryki, Ameryce Środkowej, używa się jej do wszystkiego. Nawet – co najbardziej zadziwia – do czekolady. Sos czekoladowo-paprykowy podawany jest do pieczonego kurczaka bądź indyka.

Żródło: miesięcznik Pani, pan Piotr Kuncewicz

























Go to the top of the page
 
+Quote Post
jobi
post 20 Aug 2011, 11:55
Post #795


kucharz 3 gwiazdek
*************

Grupa: Złoty użytkownik
Postów: 13.179
Dołączył: 1-September 05
Skąd: Budzewo
Użytkownik nr: 708



Cykl zapowiada się ciekawie, proszę o jeszcze
Go to the top of the page
 
+Quote Post
seniorka
post 21 Aug 2011, 20:32
Post #796


kucharz-zawodowiec
***********

Grupa: Złoty użytkownik
Postów: 8.443
Dołączył: 13-August 08
Skąd: Warszawa
Użytkownik nr: 10.341



Dziękuję. Dzisiaj właśnie przygotowałam trochę materiałów. Może okażą się ciekawe. Będę nimi przeplatała inne wiadomości, a może zrobię cykl? Jeszcze się zastanowię do jutra.
Go to the top of the page
 
+Quote Post
seniorka
post 22 Aug 2011, 09:59
Post #797


kucharz-zawodowiec
***********

Grupa: Złoty użytkownik
Postów: 8.443
Dołączył: 13-August 08
Skąd: Warszawa
Użytkownik nr: 10.341



Opowieści kulinarne – gruszka



Nie zrobiła tak gigantycznej kariery mitologicznej, symbolicznej i literackiej jak jabłko. O gruszce raczej głucho, chociaż to i owo wygrzebać można. Wspomniano o niej i w Piśmie Świętym, i w „Odyssei”, także bodaj u Wergilego. Ciekawa sprawa – chociaż pragrusza wywodzi się z Afryki Północnej, nie zajmowali się nią ani Egipcjanie, ani Żydzi, ani Grecy. Docenili ją dopiero Rzymianie. A przecież grusze rosły nie tylko w Afryce, ale na całym kontynencie azjatycko-europejskim.

Samo słowo „gruszka” to jedno z tych prasłów, które trwają niemal wiecznie. Inne narody słowiańskie zamiast początkowego „g” mają „k”, co przetrwało w Polsce w pradawnej nazwie „Kruszwica”. Najciekawsze zaś jest to, ze ta gruszka wywodzi się z języka….kurdyjskiego. Gdzie Rzym, gdzie Krym? Oznacza to jednak, że i drzewo, i jego owoc przywędrowały do nas gdzieś tam zza Kaukazu, z nagich gór tureckich i perskich, gdzie żyją Kurdowie. A może było inaczej? Może to wędrowne plemiona słowiańskie przeciągnęły przez kurdyjskie ziemie i tam zapoznały się z gruszkami? Nie wiadomo.

Na świecie jest około pięciu tysięcy gatunków gruszek – wyliczyć ich nie sposób. Uchodzą – i słusznie - za delikates, jada się je głównie na surowo, chociaż chyba nie mają zbyt wielu witamin. Ale za to smak przewyborny! Są soczyste i miękkie, jeśli nie liczyć twardego środka.

Kiedyś gruszki, przynajmniej te najsmaczniejsze, były owocem ściśle sezonowym. To nie to, co jabłka, które mogły zdobić wielkanocne stoły. Może tylko odmiana zwana salisbury dawała się przechować do Bożego Narodzenia. Co innego gruszki suszone, bez których trudno było sobie wyobrazić świąteczny kompot. Czy też gruszka w occie, niezastąpiony dodatek do mięs. Można też przyrządzić z niej napój podobny do cydru, który po francusku nazywa się „poire”; służy zaś do wieprzowiny i deserów. Z suszonych gruszek w Szwajcarii robi się miejscowy przysmak, tak zwany birenbrot, czyli chleb gruszkowy. Kuchnia śródziemnomorska zna również całkiem smaczną zupę gruszkową.

Ogromne możliwości stosowania gruszek otwierają desery. Poczynając od tarty z tymi owocami, poprzez różne kompozycje z ryżem i konfiturami, po sławne gruszki „Piękna Helena” z lodami, w sosie czekoladowym.

W każdym razie, gdy dziś rumiana gruszka jest ozdobą patery z owocami, kiedy duszona w słodkim winnym sosie pyszni się deserowo, wspomnijmy Kruszwicę i zjedzonego przez myszy Popiela, sadziki Mikołaja Reja, bo gruszka leżała równie dobrze w glinianych misach i w plecionych z wikliny koszach naszej odległej historii.

Żródło: miesięcznik Pani, opracowanie pan Piotr Kuncewicz





Go to the top of the page
 
+Quote Post
.agatka.
post 22 Aug 2011, 10:04
Post #798


kucharz 3 gwiazdek
*************

Grupa: Złoty użytkownik
Postów: 14.687
Dołączył: 7-November 08
Skąd: Civitas Kielcensis
Użytkownik nr: 12.156



Jestem za.
Go to the top of the page
 
+Quote Post
seniorka
post 22 Aug 2011, 14:40
Post #799


kucharz-zawodowiec
***********

Grupa: Złoty użytkownik
Postów: 8.443
Dołączył: 13-August 08
Skąd: Warszawa
Użytkownik nr: 10.341



Cieszy mnie to, ale chyba będę przeplatała ten cykl również innymi tematami, żeby nie znudził się zbyt szybko. Pozdrowienia.
Go to the top of the page
 
+Quote Post
seniorka
post 23 Aug 2011, 09:23
Post #800


kucharz-zawodowiec
***********

Grupa: Złoty użytkownik
Postów: 8.443
Dołączył: 13-August 08
Skąd: Warszawa
Użytkownik nr: 10.341



Masło i inne tłuszcze



Masło się będzie lepiej rozsmarowywać, jeśli przykryjemy je miseczką przepłukaną wrzącą wodą.

Aby łatwo oddzielić masło od papieru, należy polać je zimną wodą.

Żeby masło nie przypalało się podczas smażenia, wystarczy dodać do niego nieco oleju roślinnego lub oliwy z oliwek.

Oliwę powinno się przechowywać w chłodnym zaciemnionym miejscu, ale nie w lodówce.

Jeśli oliwa zgęstnieje i stanie się mętna, należy wsypać do niej trochę soli.

Gdy dbamy o linię, zamiast podgrzewać mięso na tłuszczu, wystarczy nalać na patelnię kilka kropl wrzątku i przykryć naczynie pokrywką. Potrawa podgrzeje się w parze wodnej.

Jeśli chce się usmażyć stek na niewielkiej ilości tłuszczu, najpierw trzeba dobrze rozgrzać patelnię, a potem pędzelkiem rozprowadzić olej i dopiero położyć mięso.

Żródło: Porady pani domu

Go to the top of the page
 
+Quote Post

55 Stron V  « < 38 39 40 41 42 > » 
Reply to this topicStart new topic

 



Wersja Lo-Fi Datenschutzerklärung |  Impressum |  Aktualny czas: 21st August 2019 - 14:52