Zupełnie nie wiedziałam, gdzie wstawić to smaczne danie. W końcu wybrałam wątek wegetariański. Co prawda wegetarianką nie jestem, ale po spisach treści i zawartości składników, najbardziej mi tu pasowało. Przepis na te zrazy znalazłam w czasopiśmie "Moje Gotowanie". Tych zrazów wystarczy dla 6 osób.

Składniki
- 4 - 5 dkg suszonych grzybów
- 30 dkg kaszy gryczanej
- jajko
- mąka
- cebula
- 2 łyżki masła
- 2 łyżki tartej bułki
- 10 dkg masła klarowanego *

Sos
- cebula
- 2 łyżki masła
- łyżka mąki
- szklanka bulionu warzywnego (może być niezbyt mocny z kostki)
- łyżeczka soku z cytryny
- sól
- cukier
- 1/2 szklanki gęstej śmietany (brałam 30 %, można lżejszą, wypróbowaną, która się nie warzy)

Umyte, wymoczone grzyby gotujemy do miękkości. Opłukaną kaszę gotujemy do miękkości (aż się rozklei) na grzybowym smaku, solimy i odstawiamy do ostudzenia. Dodajemy jajko i tyle mąki, aby powstała gęsta masa. Obraną cebulę drobno siekamy. Grzyby odcedzamy (można przelać przez sitko) wywar zachowujemy. Połowę wywaru użyjemy do sosu, a połowę do kaszy. Odcedzone grzyby siekamy. Posiekaną cebule szklimy na maśle, dodajemy grzyby i chwile smażymy, a następnie doprawiamy do smaku. Z gryczanej masy formujemy podłużne placki, smarujemy grzybowym farszem, zwijamy jak zrazy, obtaczamy w bułce i smażymy na silnie rozgrzanym maśle.
Przygotowujemy sos: posiekaną cebulę rumienimy na maśle, dodajemy mąkę, smażymy mieszając, aż się lekko zrumieni. Rozprowadzamy bulionem (ja dodaję płyn po trochu, cały czas mieszając i gotując, a inni wlewają go od razu. Podobno obie metody się sprawdzają - drugiej nie próbowałam). Teraz dodajemy sok z cytryny, sól, pieprz i trochę cukru. Radzę spróbować, bo jedni preferują sosy bardziej kwaśne, inni słodkawe, a jeszcze inni winnokwaśne. Wybieramy według własnego gustu. Gotujemy aż sos zgęstnieje, wlewamy śmietanę i podgrzewamy, ale nie gotujemy. Zrazy układamy w żaroodpornym naczyniu, polewamy sosem i wstawiamy do gorącego piekarnika (180 st.C) na 10 - 15 minut.

* ja zazwyczaj mam w lodówce słoiczek masła klarowanego, ale można też zrobić je na bieżąco. Odpowiednią ilość masła rozpuszczamy w rondelku o dość grubym dnie i, starając się nie dopuścić do zrumienienia, na wolnym ogniu powoli je przesmażamy. Z wierzchu zdejmujemy odkładające się szumowiny. Na dnie powinny zostać resztki nabiału. Masło podczas tej operacji nabiera lekko orzechowego koloru. Zlewamy masło do słoiczka lub używamy na bieżąco - i po sprawie. Powodzenia

Możecie też klarować masło według tego przepisu.